Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
59 postów 2257 komentarzy

ANTYBAN

babaraba - W przestrzeni mojego bloga zbanowani, czyli odrzuceni z roznych powodow, maja swoja druga szanse na - wyjasnienie sprostowanie dodanie przekazanie obrone . Zamiast emocji proponuje wiec analize oraz rozsadek i wymiane mysli.

ANTYBAN - Opowiesc o zyciu i niebycie, czyli chorobie Alzheimera

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Tym razem chcialabym opowiedziec o panu M , mieszkancu odzialu Alzheimera domu starcow w D ...

 

Pan M i inni, czyli oddzial Alzheimera .

 

Aby dostac sie na oddzial chorych na Alzheimera nalezy mocno nacisnac klamke solidnych drzwi i nastepnie z duza sila popchnac te ciezkie drzwi do przodu. Lecz zanim to nastapi lepiej zajrzec przez szklana , podwojna szybe, czy pod drzwiami nikt nie stoi , bowiem nasze wejscie moze byc okazja do « ucieczki » jakiegos nieszczesnika, ktory moze wlasnie wali piescia w drewno i krzyczy : wypusc mnie, otworz drzwi !. Jezeli z drugiej strony panuje spokoj, nie widac nic w poblizu , nalezy mocno popchnac drzwi i szybko je za soba zamknac, bowiem moze i teraz czekac nas niespodzianka w postaci dziarskiego staruszka , ktory biegnie w nasza, a wlasciwie drzwi strone , zeby przemknac sie i wydostac na zewnatrz..I koniecznie musimy sprawdzic, czy na pewno zapalilo sie na gorze czerwone swiatelko, ktore mowi, ze wejscie jest zablokowane i mozna sie wydostac tylko wowczas, kiedy wystukamy znany pieciocyfrowy szyfr...

Pokoj, w ktorym mieszka pan M znajduje sie na koncu korytarza na prawo. Jest to jedno z nielicznych pomieszczen, w ktorych szafy nie sa zamykane na male klodki, beztrosko stoi sobie telewizor , zas w lazienko- ubikacji widac rozwieszone reczniki oraz rekawiczki do mycia, jak tez mydlo w mydelniczce, szczotke do zebow i inne tego rodzaju przybory toaletowe. Bowiem zarowno pan Z jak i drugi mieszkaniec tego pokoju, pan P , naleza do tak zwanych « lzejszych przypadkow », czyli wymagaja mniejszej opieki personelu .

A wiec pan M : wysoki, nieomal chudy , stary mezczyzna, o szarej cerze, szarych,  mysich wlosach, okularach o grubych szklach na solidnym, miesistym nosie. Pan M niejednokrotnie powtarzal, ze jest brzydki : fakt, nie jest za ladny, rysy ma ostre i niezbyt pociagajace a do tego jego dolna warge szpeci ogromna brodawka, ktora przeszkadza nie tylko w urodzie, lecz i chyba w jedzeniu, bowiem jest naprawde wielka i wydaje sie, ze rosnie z dnia na dzien. Kiedy pan M goli sie maszynka elektryczna , patrzy z niechecia w lustro i powtarza czesto, ze jest szpetny ...Nie wiadomo jak na to zareagowac, bowiem przekonywanie go o domniemanej urodzie moglby przyjac jako kpine, wiec milczy sie i stara odwrocic jego uwage na inne sprawy.

W malym, kilkumetrowym pokoju , ktory zamieszkuje pan M wraz z malym panem P, znajduja sie dwa lozka przykryte cienkimi, zlotawymi kapami, dwa stoliki ( jakie mozna znalezc w szpitalach) na kolkach, krzesla, fotelik oraz meblosciaka, ktora zawiera dwie szafy, czesto polotwarte , w ktorych widac pozwijane ubrania obu lokatorow pomieszczenia. Zdaje sie, ze wiekszym balaganiarzem jest malutki pan P , smieszny czlowieczek, ktory usmiecha sie zuchowato, szepcze i kreci, kiedy chce mu sie pomoc, nie slucha personelu i broni przed myciem ...Najczesciej korzystajac z nieobecnosci innych naciaga na siebie ubranie , pozapina to jak sie da, i nie sposob go przekonac, ze moze nalezaloby zmienic bielizne, zdjac pizame, ktora widac pod swetrem, czy tez zmienic zbyt brudne spodnie. Na takie uwagi malutki pan P wzusza ramionami, kiedy zas probuje sie interweniowac, nazwyczajniej w swiecie ucieka. Nie mozna go takze odzwyczaic , zeby nie nakladal zadziornie czapki – coz nosi ja w swiatek i piatek ,nieco przekrzywiona na malej, porosnietej siwymi wlosami glowie i taka juz jego uroda...Kiedy tak idzie po korytarzu w tej swojej czapce, z rekami w kieszeniach , podgwizdujac cos pod nosem nalezy mu nie przeszkadzac, bowiem zlosci sie, trzacha i miota, zas kiedy w droge wchodza mu polprzytomne staruszki wyciaga raptownie reke i szczypie je z calej sily. Potem rechocze z radosci, jaki to on pomyslowy, kiedy zas zwroci sie mu uwage , przyklada reke do czapki w pozdrowieniu , wolajac – tak kapitanie! I idzie sobie gdzie mu sie podoba, czyli na ile mu pozwala ograniczona drzwiami przestrzen.

Pan Z z panemm P sa zupelnym przeciwienstwem : pierwszy wysoki,chudy , smetny i wiecznie kwekajacy, drugi maly ( mozna powiedziec kurduplowaty, czyli metr piecdziesiat z czapka), wesolkowaty, wiecznie cos tam drazacy, maszerujacy i czesto usmiechniety ( zdaje sie, ze uwaza on, ze jest super dowcipny, szczegolnie z tym podszczypywaniem babc).Mieszkajac tuz jeden obok drugiego zachowali zupelnie odrebnosc charakterow, i kazdy z nich niejako zyje w swoim, innym swiecie : na smutno lub na wesolo , nie ingerujac w zycie drugiego. Razem jedynie udaja sie w poludnie do jadalni, lecz jest ich wielu , ktorzy jedza w sali obok. Tuz przed poludniem otwieraja sie drzwi i sunie w strone jadalni pokraczny korowod. Wiekszosc idzie o wlasnych silach, lecz oslabionego pana B popycha na wozku jego « wielbicielka » pani D, niektorzy opieraja sie na laskach , dwa inne wozki popychaja kobiety z obslugi, ktore musza uwazac, zeby towarzystwo nie rozpierzchlo sie, nie zagubilo na tych dwustu metrach drogi . Jeszcze przed obiadem wszystko jest jako takie sprawne, lecz juz po posilku , kiedy niektore podopieczne nie chca za skarby swiata opuscic stolowki, trzeba pilnowac, zeby pozniej nie zagubily sie w korytarzach. Przed posilkiem glod popedza bardziej niz obsluga, wiec sadowia sie przy podpisanych ich nazwiskami stolikach, pielegniarze zawiazuja im wielkie sliniaki- serwetki i stawiaja przed nimi tacki z posilkiem. Wiekszosc towarzystwa je w mniejszym lub wiekszym milczeniu, jedynie ten troszke oglupialy pan T krzyczy od czasu do czasu, ze jest glodny, ze chce jesc itp. Pan M jako jeden z nielicznych ma serwetke, nie zas sliniak, zas do obiadu wypija lampke wina a po posilku dostaje filizanke kawy z cukrem. Je wolno i smetnie, jak wszystko co robi, bez radosci i niejako automatycznie. Nie opiera sie, kiedy kaza mu opuscic jadalnie i w mniejszym korowodzie wrocic na oddzial...Idzie w grupie a jednak sam , obok,  lecz samotnie, zamkniety nie tylko w swojej chorobie, lecz moze bardziej w swojej samotnosci zrezygnowanego i poddajacego sie presji z zewnatrz. Jest bierny i niejako automatyczny w reakcjach, lecz jednoczesnie jakis smetny i nieszczesliwy. Pomimo, ze nigdy  sie nie skarzy, widac, ze nie akceptuje takiego zycia . Czy ma wybor i sznase na zmiane ?? Nigdy niczego nie chce i broni sie przed zmianami, lecz ktoregos dnia poprosil, zeby usunac jego wielka brodawke na dolnej wardze. Lekarz z domu starcow skontaktowal sie z okolicznym szpitalem, ktory wyznaczyl mu dzien operacji i nastepnie pan M pojechal karetka pogotowia na maly zabieg do szpitala .

Jakie bylo nasze zaskoczenie , kiedy w dwa dni pozniej przywszla ze szptala wiadomosc o smierci pana M . Umarl podczas zabiegu lub pozniej – nikt tego nie dochodzil ani specjalnie sie nie interesowal.. Poniewaz nie mial blizszej rodziny wszystko odbylo sie jak zazwyczaj – dyskretny, cichy pogrzeb i zapomnienie. Mysle, ze ta nagla smierc mogla byc dla pan M wybawieniem od smetnego, nijakiego i beznadziejnego zycia, ktore moglo jedynie przyniesc wiecej nieszczesc i bolu...Jego miejsce w pokoju dosyc szybko zajal kostyczny pan N . Coz, dom starcow powiniem przynosic dochod, nie zas straty, zas smierc jest tutaj codziennym gosciem, ktory nie tyle straszy, ile uwalnia te nieszczesne dusze od ich cierpiacych cial i oszalalych, chorych mozgow. W tych smetnych murach, ktore slyszaly rozne krzyki i jeki ,smierc jest wyzwoleniem od beznadziejnosci trwania. Odejsciem z tego padolu bolu i cierpien , zas dla rodziny , czesto odciazeniem finasowym, na ktory czeka z niecierpliwoscia …

Odejscie pana M zostalo niezauwazone przez wiekszosc pensjonariuszy odzialu Alzheimera. Wielu z tych nieszczesnikow nie wie kim jest i gdzie sie znajduje, wiec jak mozna od nich wymagac wspolczucia dla kogos, kto dla nich nigdy nie zaistnial. Nawet maly pan P nie wydaje sie byc zbulwersowany zniknieciem wspollokatora – szczegolnie, ze lozko od drzwi jest znowu zajete, ze pan N zajal puste miejsce i nie wie nawet, kto tu spal kilka nocy wczesniej ..

Zycie toczy sie swoim rytmem. Tutaj na odziale Alzheimera mozna powiedziec, ze smierc pana M zostala opanowana przez obled , ktory zabierajac pamiec zaciera w innych nie tylko wspolczucie lecz nawet jakiekolwiek odczucia. Personel odzialu, zdrowy lecz znieczulony takze nie zauwazyl nawet znikniecia smetnej, dlugiej postaci …

Widze ten korowod cieni ludzkich: pokracznych, pomarszczonych , znieksztalconych przez starosc, zniszczonych przez zycie, jak wloka sie noga za noga, jak suna po korytarzu, wchodza do jadalni. Kiwaja pchylonymi, siwymi glowami, trzesa rachitycznymi rekami, opieraja sie o solidne lachy, czy tez popychaja nogami wozki inwalidzkie.  Kieruja sie wlasnie w strone odgrodzonego azurowa barierka kata, gdzie usadowia ich przy miniaturowych stolikach, podadza pod nos strawe, kaza polknac znajdujace sie na lyzeczce lekarstwa i beda pilnie obserwowali, sprawdzali ich stan « normalnosci » Pusty stolik pana M zajmuje teraz pan N , ktory z radoscia chlipie zupe, drapie lyzka w talerz i rozglada sie po sali …

Mozna powiedziec, ze to dzien jak co dzien, ze na szczescie tych bezwolnych istot nie dotarlo do nich, ze smetny pan M przyplacil zyciem chec bycia piekniejszym , spodobania sie sobie samemu a moze i innym....Jego pobyt tutaj zostal niezauwazony tak jak i jego odejscie ...I nikt nie zadaje sobie pytania : kto nastepny i kiedy ...Bowiem tutaj nikt o nic nie pyta, bo przeciez i tak nikt by na te pytania nie odpowiedzial … Wiadomo, to przeciez oddzial chorych na Alzheimera !


 


 


 

KOMENTARZE

  • @Babarabo
    Wstrząsający i bardzo realistyczny jest ten Twój opis...

    Dzięki niemu mam pewien zarys w głowie,jak to jest w tego typu placówce i na jaki los są skazani ci nieszczęśnicy,chorzy na Alzheimera.

    Początek Twojego wpisu,z tymi pozamykanymi szyframi drzwiami, skojarzył mi się z placówką dla psychicznie i nerwowo chorych...

    W dużym stopniu zresztą wygląda na to,iż owi pacjenci z powodu zanikającej pamięci i nieświadomości tego,co z nimi i wokól nich się dzieje ,niestety przypominają chorych psychicznie.

    Z drugiej strony,może to częściowo lepiej dla nich,iż tracą poczucie śwaidomości, ponieważ może wtedy byłoby to dla nich gorsze,gdyby zdawali sobie sprawę,jak wielu z nich codziennie przechodzi na drugą stronę..

    Dziękuję za kolejny choć smutny(ale życie takim właśnie bywa)artykuł
  • @Niespodzianka 23:22:57
    Choroba Alzheimera jest choroba "psychiczna", bowiem zanik pamieci to poczatkowe objawy. Pozniej zas taka osoba traci zupelnie poczucie rzeczywistosci, nie wie nawet kim jest ( jak sie nazywa) skad przybywa ( gdzie mieszkala i mieszka), nie rozpoznaje nawet swich dzieci .Mozna powiedziec, ze jest to rodzaj choroby psychicznej, jak demencja starcza.
    Tych biednych staruszkow traktuje sie bardzo zle, poniewaz nie moga sie poskarzyc ani skrytykowac jak wiele starczych "jedz" , ktore wymyslaja i dokuczaj personelowi. Jak juz napisalam, obecny system opieki nad chorymi na Alzheimera jest zly i nic sie nie zapowiada na lepsze, bowiem rodziny sa zniechecone i czesto kiedy w koncu umieszcza takiego staruszka( starudszke) w domu starcow - odwiedzaja ich bardzo rzadko ..I nawet jezeli widac na ich ciele since, lub polamia cos sobie ( najczesciej staw biodrowy, nadgarstek ) mozna powiedziec ze upadli sami ...itp..
    Pozdrawiam cie serdecznie ...
  • @Babarabo
    Tak, faktycznie Alzheimera można określić chorobą psychiczną.

    Wiem,że zapominają o wszystkim,nieraz oglądałami czytałam materiały na ten temat,chociaż sama osbiście nie miałam z nimi od czynienia.
    To fakt,iż ich los jest okrutny,a na dodatek,jesli im sie przytrafi coś złego
    to nie mogą się poskarżyć, no i nawet są opuszczeni przez najbliższą rodzinę. Straszny jest ich los.
    Tak naprawdę,to chyba nikt nie ma gwarancji,czy na tę chorobę nie zapadnie, choćby dlatego(oczywiście nie tylko dlatego) mógłby jeden z drugim się zastanowić,czy przypadkiem jego los tak okrutnie nie doświadczy...

    Pozdrawiam,życząc wszystkiego dobrego,zwłaszcza zdrowia
    bo ono,jak wiesz Babarabo jest najważniejsze

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31